Harmonia na obcasach

Mądre przysłowie głosi, że potrzebujemy chaosu by móc na nowo poukładać sobie pewne sprawy. Chaos sam w sobie nie jest niczym dobrym, ale ja się zgadzam z tym przysłowiem. Właśnie doświadczam końcowego etapu, który po woli opuszcza moją głowę na rzecz spokoju i harmonii. Pewnie zauważyłyście, że z dnia na dzień z krótkich włosów nagle urosły mi długie czarne pukle prawie do pasa :)To między innymi efekt tych wewnętrznych zmian, na które potrzebowałam zewnętrznego, widocznego efektu. 

My, kobiety już tak mamy, że dbamy o wszystkich dookoła, jesteśmy oddanymi przyjaciółkami partnerkami, żonami, mami, jesteśmy sumiennymi pracownikami, często szefowymi prowadzące własne małe i duże biznesy i w tym wszystkim chcemy być absolutnie perfekcyjne. Niestety często kosztem siebie, swoich nerwów, emocji, uczuć.  Ale tak się zastanawiam, co by się stało, gdybyśmy trochę mniej perfekcyjnie odkurzyły podłogę, trochę dały luzu naszym dzieciom by same sobie zrobiły kanapki (nawet jeśli usyfią nowo sprzątniętą kuchnię ) gdybyśmy aż tak bardzo nie przejmowały się tym, że nasza druga polówka nie składa swoich ubrań pod linijkę i zawsze ma bałagan w szafie? Co prawda dziecka jeszcze nie mam, ( jest w drodze ) ale pozostałe opcje przetestowałam i wiecie co? świat się nie zawalił. Wow! Napoleon, kiedy dostawał korespondencję zazwyczaj rzucał kopertę w kąt. Na pytanie czemu tak robi, przecież to mogą być ważne wiadomości, odpowiedział,  - Ważne były miesiąc temu, kiedy pisali ten list. Wprowadziłam tę zasadę do swojego życia, wyłączyłam dzwonki w komunikatorach, eksperymentalnie zaczęłam odkładać telefon w miejscach niedostępnych np z kanapy ( kiedyś non stop był pod ręką ) Na pracę w social mediach poświęcam sporo czasu ale nauczyłam się ją organizować. Przestałam obserwować ludzi, których treści nie wnoszą niczego do mojego życia oprócz niepotrzebnego chaosu. Nauczyłam się nie robić problemu w domu z powodu okrucha na blacie czy podłodze. Świat nagle stał się przyjemniejszym miejscem do życia :) Od czterech lat nie miałam czasu na kawę z przyjaciółkami, teraz praktycznie co piątek wychodzę na babski wieczór (wiem, wiem, skończy się balanga jak urodzę dziecko ) praca jest robiona na czas, wychodzimy na kawę, kolacje, mam czas a przede wszystkim miejsce w swojej głowie, by planować nowe przedsięwzięcia. 

Doszłam do wniosku, że nie chcę żyć dłużej na czyichś zasadach, bo wypada, bo trzeba, bo należy, bo za wszelką cenę trzeba być lojalną oddaną przyjaciółką... chcę żyć po swojemu i dla siebie, tak jak mi jest wygodnie. Brzmi egoistycznie? Bo to jest egoistyczne i jest dobre dla mnie. Przeanalizowałam wiele sytuacji ze swojego życia, wiele przyjaźni i znajomości i doszłam do wniosku, że zawsze byłam dobrą przyjaciółką, kimś na kim można było liczyć i polegać i fajnie, super, tylko czy ja mogę na kimś polegać? Tak, z całej gromady ludzi produkujących chaos, zostały mi dwie przyjaciółki, mama i mój mąż. Ograniczyłam więc swoją dobroć do tych czterech osób. Paradoksalnie to właśnie im się obrywało najczęściej, kiedy wyprowadzona z równowagi wracałam do domu. Wtedy ten okruszek był gigantycznym śmieciem, brudem, który był wszędzie a ja teraz styrana życiem i pracą muszę jeszcze ogarnąć dom. Czasami dajemy się omamić sprawom które mają swoje złe konsekwencje w traktowaniu tych, którzy zawsze są przy nas i naprawdę nas kochają. Przecież łatwiej jest wyżywać się na bliskich niż w pracy czy nieznajomych. Dlatego wrzuć na luz, zastosuj "Napoleona" odpuść, znajdź swoją harmonię równowagę, zrób coś tylko siebie. Życie jest za krótkie by przejmować się okruchem na blacie :) 

Sandałki Michael Kors, torebka Membur, spódnica, kolczyki H&M, top Holister, okulary Orsay

Foto:Karolina Chudyba

Koszyk

Suma: 0.00 PLN